wtorek, 15 kwietnia 2014

Czekając na MATCH..

Kwiecień zaczął się bardzo obiecująco, mój profil w APiA został w końcu aktywowany, mail o tym informujący wywołał we mnie ogromną euforię, która niestety długo nie trwała. Chyba we wszystkich referencjach jakie otrzymałam, widniało zdanie 'Emilia is very patient'. Cóż, oczekiwanie na pierwszy match w moim wykonaniu podważyło dosyć mocno to stwierdzenie. Pierwsze trzy dni zleciały mi na nerwowym odświeżaniu skrzynki mailowej co zważywszy na technologię, która wydobywa z telefonu dźwięk w przypadku otrzymania nowej wiadomości elektronicznej, było niezrozumiałe dla otoczenia. Do tego dochodził jeszcze morderczy bieg do telefonu, który owy dźwięk wydał, tylko po to aby dowiedzieć się, że reklamodawcy nie zapomnieli o mnie wysyłając wszystkim użytkownikom poczty, najlepsze oferty tygodnia. Po trzech dniach straciłam nadzieję, żartowałam sobie nawet, że nikt mnie nie zechce. Czwartego dnia pojawiła się czarna rozpacz. Płacz, zrezygnowanie, wszystko co najgorsze naraz. Minął dziś tydzień od rozpoczęcia mojej huśtawki nastrojów i lekko zdystansowana stwierdzam, że to nie czekanie jest najgorsze tylko ta niewiadoma, nie dość, że nie wiem ile będę czekać to nie wiem też na co dokładnie czekam. Na dzień dzisiejszy ani się nie podniecam ani nie płaczę. Nastrój mam obojętny ku gorszemu. Nie sprawdzam już nerwowo poczty, tylko odruchowo przy sprawdzaniu godziny przeliczam, która jest w tym czasie w US, biorąc oczywiście pod uwagę różnice czasu w poszczególnych stanach. W praktyce wygląda to mniej więcej tak: 'w Nowym Jorku, Waszyngtonie i okolicach już 1:00am więc nikt nie zobaczy mojego profilu bo śpią ale w Kalifornii jest 10:00pm to może jeszcze ktoś katuje profile potencjalnych au pair'. Rozważam dodanie do mojej aplikacji informacji, że wcale nie jestem patient więc mogliby się szybko odzywać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz